DOBRY INTERES, autor: Deat(c)hClaw


- Dobra Ted, rusz ten tyek - Tern koczy wanie pakowa plecak - Tysic dolcw piechot nie chodzi. Musimy wykona to zadanie. Szybki kurs do Vault City, zobaczysz, bdzie OK.
- No nie wiem - powiedzia Ted - Mam przeczucie, e tym razem co si stanie. Lepiej wzi kilku ochroniarzy wicej, jak mylisz?
- Ted, ty zawsze masz te gupie przeczucia - tym razem Tern nawet nie prbowa ukry, e jest zdenerwowany - Ale ostatecznie wemiemy trzech ochroniarzy wicej - a widzc wyraz twarzy Teda doda - Trzech, to moje ostatnie sowo. Nie zamierzam dzieli takiej kasy z jakimi najemnikami.
  Ted chcia jeszcze co zaproponowa, ale wiedzia, e i tak osign wiele wymuszajc na Ternie zatrudnienie trzech dodatkowych najemnikw, wic na nic wicej nie mg liczy.
  Tern pakowa wanie swoj ulubion Nuka Cole do plecaka, kiedy do pomieszczenia wbieg jeden z jego zaufanych pracownikw, ktremu powierzyby niejeden konwj. By wyranie ucieszony, a na widok Teda rozradowa si jeszcze bardziej; Ted i Tern byli jego pracodawcami, zaoyli interes - kady mg ich wynaj do eskorty jakiej karawany.
- Co si tak cieszysz - zarycza Tern.
- Szef zawsze musi by taki opryskliwy - na twarzy najemnika pojawi si inny, szyderczy umiech - a ja przynosz dobre wiadomoci. Ten kupiec...
- Vic - dokoczy Ted.
- Wanie, Vic.
- No i co, e Vic! - Ternowi znowu puciy nerwy.
- Spokojnie szefie, ten Vic powiedzia, e dorzuci jeszcze 20%, jeli dotrzemy z adunkiem dzie przed terminem. Po odliczeniu opat dla ochroniarzy, na nasz trjk zostaje 4500, czyli 1500 na gow.
- To o 500 dolcw wicej ni ustalilimy na pocztku! - zakrzykn wyranie podniecony Ted.
- I co, a ty nie chciae bra tego kursu - rozemia si wsplnik.
  Po dwch godzinach caa trjka dokonywaa ostatniej inspekcji wozw karawany przed wyruszeniem. Chwil wczeniej Zic - najemnik, odkry defekt koa jednego z wozw, przez co trzeba byo przesun wyjazd o pl godziny. Odpowiedni ludzie ju wzili si do naprawiania uszkodzenia, a trjka przyjaci poprawiaa jeszcze liny przytrzymujce pakunki. W drog ruszao z nimi o trzech ludzi wicej. Ogem eskorta liczya wic pitnacie osb. Niespotykanie dua liczba, ale yczeniem Vica byo, aby karawany strzego przynajmniej dwanacie osb.
  Soce wanie wyaniao si zza horyzontu, olepiajc wszystkich rowo pomaraczowym wiatem. By moe by to efekt zaamania widma wiata spowodowany przez jonizacj czsteczek ozonu, ktra z kolei bya spowodowana wybuchami atomowymi. Na Wastelandzie istniao nawet takie powodzenie: "Nigdy wczeniej na Ziemi nie byo tak piknego wschodu soca". I byo w tym wiele prawdy...
  Ale wracajmy do naszych bohaterw, ktrzy wanie szykowali si do wyjazdu.
- Dobra Ted, chyba wszystko jest OK, moim zdaniem moemy rusza. A ty jak mylisz, Zic!
- Poza tym popsutym koem, ktre ju naprawili, wszystko jest OK - Zic przedrzenia swojego przeoonego.
- Wic moemy rusza - Ted otar czoo chusteczk i mrukn - Ale dzisiaj jest gorco...
  Od dawna nie konserwowane zawieszenie wozw (ktre byy w rzeczywistoci tyami wikszych samochodw) zaskrzypiay i caa karawana ruszya w swoj drog do Vault City. W kilka chwil cay konwj zosta otoczony przez stranikw.
- Mam nadziej, e to bdzie spokojny kurs.
- Ja te, Tern. Ale na razie nie mamy si czego obawia, jeszcze jestemy w miecie - stwierdzi Ted.
  Przedmiecia Klamath byy niezwykle przygnbiajce, zreszt tak samo jak obrzea innych miast. W tych cikich czasach caa ludno zamieszkiwaa centrum osad. Powd by prosty - byy to najbezpieczniejsze miejsca. Zmutowane zwierzta nigdy nie zapuszczay si do samego serca miast. Byo tu zbyt duo ludzi, ale byo co innego, co co je przycigao. T rzecz by... ogie. W odrnieniu od zwierzt sprzed Wielkiej Wojny, te mutanty cigno do ognia, chciay znale si blisko niego. Ale strach przed ludmi by silniejszy.
  Powoli poruszajca si karawana staa si ju tylko maym punkcikiem na horyzoncie, dla obserwatora z Klamath. Prawdziwa podr zaczynaa si dopiero teraz...
  Po caodniowej podry konwj znalaz si daleko od obrzey Klamath. Jeszcze kilka godzin temu czowiek znajdujcy si w miecie (i posiadajcy dobry wzrok) mg zauway na linii widnokrgu ostatnie wozy.
  Teraz jednak karawana przemieszczaa si po niewygodnym podou. Rzadko uczszczany szlak stanowi dla brahminw cikie wyzwanie. Wikszych kamieni byo kilkakrotnie wicej ni tych mniejszych. Gdy koa najeday na okruchy skalne, te rozpryskiway si na mniejsze odamki, ktre byy kruszone przesz nastpne wozy. Szlak nie by czsto uczszczany, bo Klamath nie byo zbyt atrakcyjnym miejscem do dokonywania interesw.
  O tej porze dnia ziemia nabieraa koloru pomaraczowego. Ludziom z Dawnych Czasw, ten widok kojarzyby si pewnie z czwart planet Ukadu Sonecznego, nazwan przez nich Mars, ale ludzie yjcy w tych czasach pewnie nawet nie wiedzieli, e inne planety istniej. Ha! Nie wiedzieli nawet, co to jest planeta! No, moe nie wszyscy. Istniay grupki osb, ktre zachowyway informacje i pami Dawnych Czasw, ale by to znikomy uamek yjcych na Pustkowiu. Do takich "stranikw pamici" mona zaliczy: Bractwo Stali, ktre po upadku Enclave stao si najwiksz potg Wastelandu oraz Shi - depczc Bractwu po pitach korporacj, ktr dowodzi komputer - Imperator. Obie te siy zdobyy sw pozycj dziki Wybracowi, ktry usun stojcych im na drodze przeciwnikw. Ciekawe, czy zdawa sobie spraw, jakie potgi wykreowa?
  Wanie zacz zapada zmrok i czonkowie karawany musieli znale miejsce na obz. W tym celu wysano na poszukiwania jakiego znonego miejsca dwch zwiadowcw.
  Poniewa aden z zwiadowcw nie powrci, a zaczynao ju si ciemnia, Ted (po rozmowie z Ternem) postanowi, e na noc zatrzymaj si w pobliskiej jaskini. Mogli dostrzec jej wejcie z pozycji, w ktrej si obecnie znajdowali. Moe nie byo to najlepsze miejsce na nocleg, ale nie mieli pewnoci, czy w okolicy s jakie inne podobne miejsca. Tak wic czoo karawany skierowao si w stron pieczary, a inne wozy za nim podyy.
  Odlego jaka dzielia ich od wejcia wynosia jakie 2 kilometry. Powinni wic pokona t drog w jakie 15 minut. Brahminy byy stosunkowo szybkie! Do zmroku pozostaa godzina. Tak pne rozbijanie obozowiska byo bardzo ryzykowne. Zazwyczaj robiono to na 3 lub 4 godziny przed zmierzchem, tak aby obz by ju rozbity gdy zapadnie zmrok.
- Szefie! - zakrzykn Zic - Do jaskini ju niedaleko. Brahminy zostawiamy na zewntrz, czy wprowadzimy do rodka.
  Tern podszed do Zica, aby nie krzycze cay czas.
- Zostawimy je na wieym powietrzu. Wyznaczymy dwuosobowe warty, eby ich pilnoway. Co ile ustalimy zmian?
- Mamy pitnastu ludzi nie liczc nas - mrucza Zic - mona wic zrobi godzinne zmiany. Kady bdzie na zmianie, ale te kady si wypi.
- Dobra, ale o pnocy damy trzech ludzi. O pnocy najgorzej si struje.
  Rozmawiajca dwjka nawet nie zauwaya, e od pewnego czasu przysuchuje im si Ted.
- Chopaki - zacz Ted - wy tutaj planujecie, a nawet nie wiadomo, czy wszyscy zmieszcz si to tej groty.
- Najwyej jak bdzie maa, to wozy zostawi si na zewn... - Tern nie dokoczy, bo nagle jeden z wozw znajdujcych si w centrum konwoju eksplodowa, rozsypujc w okoo deszcz iskier.
  Stranika, ktry szed zaraz obok wozu wyrzucio w gr na kilka metrw. Spad jakie 20 metrw od centrum wybuchu. Zmar napewno, bo spad na gow, co zaskutkowao zamaniem karku. Inny z ochroniarzy nie zdy nawet wycign swojego shotguna, gdy wizka plazmy uderzya go brzuch wylatujc z drugiej strony ciaa i rozpryskujc jego wntrznoci na wszystkie strony.
  Tern natychmiast zrozumia, e karawana zostaa zaatakowana przez jakich pustynnych zodziei, moe nawet Raidersw lub pozostaoci Armii Mistrza. Poniewa byli jakie 200 metrw przed wejciem do jaskini, krzykn:
- Wycofa si do groty. Popdcie te cholerne brahminy. Ty niech nas osania. - w jego oczach byo wida byski wciekoci.
  Piciu ochroniarzy zaczo okrywa ogniem z broni pobliskie wzgrza, kiedy caa karawana prbowaa jak najszybciej dosta si do jaskini. Kiedy tylko jeden z bandytw wystawi si zza gazu, nabj z shotguna przebi jego brzuch, sprawiajc, e pyny ustrojowe zaczy obficie wycieka z jamy brzusznej. W tym samym czasie przd karawany zdy ju schroni si w jaskini. Tern kaza zastawi wozami wejcie (po uprzednim rozprzeniu brahminw), tak, eby mona byo osania piciu stranikw, ktrzy nadal utrzymywali napastnikw z dala.
- Chopaki wracajcie! Ju si zabezpieczylimy! - zabrzmia krzyk Teda.
  Caa pitka, jak dobrze wywiczony oddzia, zacza biec tyem jednoczenie wyprowadzajc grad kul w miejsce, z ktrego mogli si wyoni wrogowie. Wida byo, e wszyscy rozumiej si wspaniale - musieli ju przey razem niejedn walk. Gdy byli zaledwie 50 metrw od otworu groty, pad jeden z nich. Magazynek z Bozara poszatkowa mu klatk piersiow. Pozostaa przy yciu czwrka, czogajc si pod wozami znalaza si w pieczarze.
- Wszyscy maj si ustawi za wozami! - rozkaza Tern - Cholera, zaskoczyli nas, ale Bg mi wiadkiem, polemy ich do najohydniejszego miejsca w piekle! Sam Lucyfer si przerazi, kiedy zobaczy, co z nimi zrobimy.
- Nie wiem o czym gadasz - owiadczy jeden z najemnikw - ale jeli chodzi ci o wykoczenie gnoi, to si z tob zgadzam.
  Zic odpi od swojego plecaka dugi przedmiot zawinity w skr. Po rozwiniciu okazao si, e spoczywa tam zachowana w doskonaym stanie Strzelba Laserowa.
- No to teraz si zabawimy - sykn z byskiem w oczach.
  Ted na ten widok tylko si umiechn. Wiedzia, co teraz nastpi.
  Zic podszed szybkim krokiem do wozu, opar luf o koo, eby mie czysty strza. Sprawdzi jeszcze poziom energii w bateriach i czeka. Po chwili na lini strzau wyszed mu jeden z napastnikw. Zbiega ze wzgrza, poniewa chcia si ukry za pobliskim gazem. Mia na sobie zwyky skrzany pancerz. "Gupiec" - pomyla Zic i nacisn spust.
  Pierwsza wizka obcia bandycie lew nog powyej kolana. Ten nie upad jeszcze na ziemi, gdy straci take lewe przedrami. Ostatnim rozpaczliwym ruchem opar si plecami o kamie. Trzecia wizka rozerwaa mu gow, pozostawiajc okaleczony korpus w takiej pozycji w jakiej siedzia jeszcze przed chwil zodziej.
- Niezy pokaz! - pochwali Tern - po tym chyba ju nie zaryzykuj dalszych atakw. Przeczekamy tu noc.
- I co potem? - zapyta Ted.
- Stracilimy trzech ochroniarzy, wozy s popsute, kilka brahminw nie yje. Musimy zawraca.
- Spoko, stary! Bdzie jeszcze nastpny raz. - pociesza Zic.
- A jak nie bdzie, to te dobrze. - zakoczy Ted.